<title_newspaper=Przekrj> 
<title_article=Modzie zatkna sztandar pokoju na Giewoncie> 
<author_1=Wojciech Niedziaek>
<author_2=> 
<language=pl> 
<style=press>
<year=1951>
<month=1>
<date=1951-01-07>
<period=w>
<status=1_obieg>
<support=paper>
Czasu byo niewiele. Ochotnikw zmobilizowano wic tylko spord ZMP-owcw z Zakopanego. Z wielu wybrano trzydziestu. Kto mia nieodpowiedni ekwipunek musia pozosta w miecie.
Dugi rzd ludzi min Kunice i szed dalej. Prowadzi inicjator akcji, czoowy taternik Polski prof. Pawe Vogel. Nocowano na Hali Kondratowej. Z braku miejsca cz spaa na pododze, reszta po dwch na kach. W dalsz drog wyruszono przed witem. wiata opuszczonego schroniska pozostaway coraz to bardziej w tyle, wreszcie znikny. Zamie i gsta mga utrudniay podejcie. nieg siga powyej pasa. Chopcy szli rzdem  zwart grup. Tworzyli zesp. Szli jak towarzysze. Pomagali sobie nawzajem. Nieli sze cikich masztw  zwaszcza grubsze koce masztw ciyy im bardzo. Kady maszt mia 10 m dugoci, by okrgy i liski. Co chwil kto pada w nieg, podnosi si szybko i z trudem szed naprzd  inni krzyczeli: Jeden zero!  dwa zero!  siedem zero! Potem przestali krzycze.
Tylko dwch z nich znao zim w grach. Reszta zetkna si z ni pierwszy raz w yciu. Niech do rezygnowania z zamierzonego celu podtrzymywaa ich upr. Przekonanie o tym, e walka o Pokj jest warta stokro wikszego wysiku ni ten, na jaki oni si zdobywaj, wzmacniaa wol zespou. Nad wszystkim czuwa, dwoi si i troi, srogi Profesor. Co chwil sycha byo jego nawoywanie. Co chwil jego krzaczaste brwi i sympatyczna twarz dobrego czowieka nikny we mgle i zamieci. W podszczytowej stromej partii Giewontu transportowano maszty, podajc je sobie z rk do rk. W poowie dnia osignito grzbiet. Mgy nagle opady. Wiatr zgoni chmury w kt nieba. Soce wiecio, wiatr bi chodem.
</support> 
</status> 
</period> 
</date> 
</month> 
</year> 
</style> 
</language> 
</author_2> 
</author_1> 
</title_article> 
</title_newspaper>